wtorek, 1 czerwca 2010
(nie)Normalny dzień ...
Pobudka 6 rano. Otwarłam moje opuchniete oczy i powlekłam się do łazienki. Zrobiłam co trzeba i o 7 byłam gotowa. Gdy odwróciłam głowe na zegarek było późno - za późno! wziełam tylko wczesniej zrobioną kanapkę i pobieglam do szkoły. Po przyjściu okazało się , że mamy okienko i niepotrezbnie sie spieszyłam ;("zo za pech glupia jestem...;/". Przez całe 45 minut siedziałam w szatni kompletnie nie wiedząc co ze sobą zrobić. Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek powlekłam się loeniwie w kierunki sali nr. 12 "informatyka ... niefajnie"-pomyślałam. Potem mielismy polski na ktorym nic sie kompletnie nie działo oprócz wygłuów moich zwariowanych kolegow z ktorych nawet ja sie smialam (choć tak naprawde oni zachowują się jak niedorozwiniete dzieci:D). Spojrzałam na plan lekcji "cholera niemiecki!! Fu*k nic nie umiem" na szczescie (moje i nie tylko) okazało się , że mamy proby na zakonczenie gimnazjum :D. Oczywiscie mam 3 role , a nie ktorzy nie mają nic "hmm.. ciekawe czy to kwesia stopnii bo wcale nie mam takich zlych , ale jednak wolałabym mieć w tym przypadku ;/". Dwie godziny spiewania - meczarnia. przysiadłam sie do Kingi i Sabiny z czego ta druga nie była zadowolona bo zawsze miałam dobry kontak z panią "K" :D "no cóż,maszdziewczyno poblem pomyslałam i usiadlam kolo Kingi. Smiałam sie tak glosno , ze az naszej pani sie udzielilo. Ukladalysmy rymy, oczywiscie mega zboczone jak na nas przystalo dostalam z piesci od niej podczas jedzenia kanapki "niechcący" taa jasne. po lekcjach cala przemoczona dotarlam do domu. otwarlam szeroko drzwi gdzie zaraz ukazala sie suczka- misia (przygarnieta , dobra psinka) z merdającym ogonkiem , Punia - kocica i jej maly "sun" - Luzer. "Fajnie , ze wy przynajmniej nie udajecie dobrych przyjaciół". Rzyciłam torbe i zabralam sie zapisanie posta ... to nic poprostu - szara rzeczywistosc :(
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz